Okazuje się, że tak. Koń trakeński to połączenie siły pruskiego kuca i fizycznych zalet koni sportowych. Ta wybuchowa mieszanka uformowała niezwykle szlachetnego i pełnego dostojności  spa wierzchowca, z którym styczność poruszyłaby nie tylko fanatyka jeździectwa.

Krzyżówką wspomnianych wcześniej kuców z innymi końmi zajęli się średniowieczni duchowni z Prus Wschodnich. Przez niemalże sześćset lat podejmowano próby stworzenia rumaka idealnego, co ostatecznie udało się dzięki domieszce konia pełnej krwi angielskiej oraz arabskiej. Trzeba przyznać, że wkład włożony w hodowlę był wart każdej ceny i każdego odcinka czasu.

To wyjątkowe zwierzę nazywane w skrócie trakenem jest przedstawicielem odmiany gorącokrwistej. Oznacza to de facto ogromne predyspozycje do osiągania wysokich notów w profesjonalnych zawodach hippicznych, co potwierdza między innymi pasmo zwycięstw tej rasy na olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku. Poza sukcesami w dziedzinie sportu, konie trakeńskie charakteryzuje chęć do współpracy i łagodny charakter. Zajmować się nim mogą więc nie tylko zawodowi pasjonaci. Bez obaw możemy także pozwolić na kontakt zwierzęcia z małym dzieckiem!

Skoro więc charakter i uosobienie trakena wydaje się być bez zarzutu, warto wspomnieć o jego nadzwyczajnej urodzie i doskonałych gabarytach. Duże, bystre oczy oraz idealne kształty głowy i szyi wyróżniają go spośród innych rumaków. Zachwyca również piękna sylwetka, w której każdy koniarz zapewne dostrzega pokrewieństwo z arabami. Budowa wierzchowca także nacechowana jest samymi pozytywnymi określeniami – umięśniony zad, smukłe nogi, szeroka pierś. Są to efekty długotrwałych starań trzynastowiecznych Prusaków. To właśnie oni dążyli do trakeńskiej perfekcji w każdym calu. Nie dziwi więc niespotykana wytrzymałość kopyt tych koni, nie dziwi również doskonałość w poruszaniu się.

Wniosek nasuwa się sam – jest to rumak dla każdego! Planując zakup konia i rozważając którą rasę wybrać, niemądrze byłoby więc nie zastanowić się nad trakenami. Sprawdzonym miejscem hodowli jest stadnina koni w pałacu Galiny, położonym około 100 kilometrów na wschód od Elbląga. Dosiąść trakena w tej stadninie może także osoba zainteresowana jedynie szkółką jeździecką.

Na koniec nasuwa się pytanie. Trzymając się przekonania, że ogólnie konie należą do najwspanialszych stworzeń świata, jak opisać mamy konie trakeńskie?

Do najbardziej widowiskowych dyscyplin jeździeckich należy gimnastyka artystyczna na koniu nazywana woltyżerką, polegająca na wykonywaniu różnorodnych akrobacji podczas stępu lub galopu wierzchowca. Pomimo emocji towarzyszącym podczas takich zawodów, sport ten jest o wiele mniej popularny niż skoki konne czy ujeżdżenie jazda konna mazury . Dlaczego?
Przede wszystkim problemem jest wysokie ryzyko utraty zdrowia. W obawie przed nieszczęściem szkółki jeździeckie nie uczą i nie zachęcają do uprawiania tej niezwykle trudnej i wymagającej odwagi dyscypliny. Ponadto konne akrobacje wymagają całkowitego zaufania do zwierzęcia. Najlepiej więc zacząć naukę od wczesnych lat. Dziecko szybciej oswaja się ze stworzeniem i nabywa zmysł równowagi , co w przyszłości owocuje pewniejszą rękę jeźdźca i mniejszą obawą przed akrobacjami.
Już w starożytności odbywały się pokazy tańca i popisów na końskim grzbiecie, które z biegiem czasu zmieniały się w ćwiczenia zwinnościowe dla rycerstwa oraz żołnierzy. Obecne zasady i figury pokazowe wywodzą się z powojennych Niemiec, gdzie dostosowane zostały głównie do umiejętności i możliwości młodzieży. Uznanie tej odmiany sportu jako oficjalnej dyscypliny jeździeckiej nastąpiło przez Międzynarodową Federacją Jeździecką w 1983 roku.
Profesjonalna woltyżerka powoli rozwija się, więc może już niedługo każdy uczeń jeździectwa będzie znał chociaż podstawy tej pasjonującej sztuki? Trzymamy kciuki, żeby tak właśnie było!

Stereotypowy koń ma trochę ponad półtora metra wysokości, żyje do trzydziestu lat i, zdaniem laików, ”szybko” biega. Jednak nie każdy zdaje sobie sprawę z niesamowitych przypadków w kategorii końskiego wzrostu, wieku czy też umiejętności.
Kto by pomyślał, że największy koń świata mierzył aż 219 cm i ważył półtora tony? Trudno nawet wyobrazić sobie, jak zabawnie wyglądał przy nim człowiek. Natomiast najmniejszym konikiem był mierzący 35 cm kucyk rasy Fallabella. Wzrostem przypominał zatem niewielkiego kundelka!
Zaskakująca jest też długość życia urodzonego w XVIII pociągowego konia, który dożył 62 lat! Pomimo prężnego rozwoju weterynarii, do chwili obecnej większość wierzchowców nie dożywa nawet połowy tego wieku.
Nie sposób nie wspomnieć także o sportowych dokonaniach naszych czterokopytnych ulubieńców. Każdy kto zetknął się z hippiką, wie jak wiele potu i łez można wylać przy jednym, niewysokim skoku. Tym większy podziw budzi ustanowiony w 1949 roku przez chilijskiego kapitana Alberto Larraguibela rekord w tej dziedzinie – 2,47 m! Równie niewiarygodna wydaje się być rekordowa prędkość rozwinięta na wyścigu – prawie 70 km/h – osiągnięta przez konia wyścigowego o imieniu Big Rackett.
Na koniec warto wspomnieć o najdłuższej podróży wierzchem. Podjęli się jej Emile Brager i Marie Roesle w 1984 roku, wyruszając z południowego Chile. Ich przygoda zakończyła się 4 lata później w środkowej Alasce..przemierzyli więc aż 25000 km!
Teraz pozostaje nam tylko czekać na informacje o kolejnych śmiałkach, którzy dzięki swojej determinacji i ambicjom pozostawią po sobie niezacieralny ślad w historii jeździectwa. Może uda się to naszym rodakom?

Głębokie spojrzenie, błyszcząca sierść, zgrabna sylwetka, łagodne uosobienie… atuty koni od wieków doceniane są przez artystów wszelkiego rodzaju. W „końskiej” tematyce powstają zatem filmy, książki, nawet utwory muzyczne. Prawdziwe oddanie fizycznych zalet tych zwierząt realizowane jest jednak w sztuce, szczególnie w obrazach.
Nie od dziś inspiracją dla malarzy są galopujące po dzikich preriach stada mustangów czy też sceny bitew kawalerii. Malowidła koni pojawiały się zarówno w prehistorycznych jaskiniach, jak i cieszą się niesłabnącym uznaniem w czasach nowożytnych. Akwarelysta podejmujący próbę zobrazowania tych niezwykłych widoków musi podołać niełatwemu zadaniu – przelania na płótno cząstki końskiej duszy i uchwycenie jej piękna.
Motyw wierzchowca szczególnie upodobało sobie rozsławione pokolenie Kossaków – Juliusza, Wojciecha i Jerzego. Zwłaszcza portrety i obrazy batalistyczne Wojciecha cieszą się uznaniem zarówno w granicach Polski, jak i poza nią. Kossacy nierzadko za pomocą farb przedstawiali ciepłe relacje jeźdźca ze swoim rumakiem.
Innym twórcą wybitnych malowideł tematyki końskiej był Hiszpan Ulpiano Fernández-Checa. Charakterystyczne dla niego były impresjonistyczne malowidła galopujących wojowników i znakomite posługiwanie się kolorami.
Podobne dzieło warto zatem powiesić na ścianie i podziwiać przez długie lata. Obecnie nie ma z tym problemu – w sklepach tematycznych aż roi się od szkiców i malowideł, na których główną rolę grają nasi nieparzystokopytni ulubieńcy.

Zdziczałe, niewysokie, bezpańskie konie… nie brzmi to pozytywnie, a jednak! Widok galopującego po amerykańskiej prerii mustanga jest jednym z najbardziej spektakularnych doznań dla każdego miłośnika zwierząt.
Obecnie mustangi występują w zachodnich stanach takich jak Montana, Wyoming i Idaho. Żyją w nielicznych stadach, szukając pożywienia, broniąc się przed drapieżnikami i wychowując potomstwo. Schwytany za młodu i udomowiony źrebak może stać się wspaniałym koniem wierzchowym ze względu na jego wytrzymałość, szybkość i siłę.
Mustangi są symbolem wolności i inspiracją dla artystów takich jest malarze i rzeźbiarze. Znaczącą rolę odgrywają także w świecie kina. Producenci filmowi i reżyserzy bajek chętnie poruszają temat dzikiego konia schwytanego w niewolę i jego prób ucieczki.
Niestety, motyw zniewolonych lub ubijanych przez amerykańskich farmerów mustangów przenosi się na rzeczywistość. Pomimo, że konie na nowym świecie pojawiły się w wyniku działań hiszpańskich konkwistadorów, to właśnie człowiek odpowiedzialny jest za gwałtowny spadek ich populacji, zaobserwowany w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat. Kiedyś po Ziemii stąpało ok. 5 milionów tych pięknych stworzeń, dziś pozostało ich tylko niespełna 10 tysięcy. Pomimo postępowi cywilizacyjnemu i zakazowi wprowadzonemu w 1971 r., wciąż zabijane są dla mięsa i skóry.
Jedynym ratunkiem dla mustangów jest zaostrzenie przepisów dotyczących ich ochrony, na co na razie niestety się nie zanosi.